A teraz relacja z wczorajszej akcji
Na miejsce zbiórki wybieramy Cricoland(Plac Zebrań Ludowych) , parking tuż koło lodowiska. Jako pierwsi przyjeżdżają savage, Jankes3, Arni K, Doti, Misia, Jaroszx i Womer. Około 19:20 zjawiają się domisiaslytherin, kolejarz i Weronisia. Wszyscy przytupują, wieje zimny wiatr. Savage otwiera bagażnik i przepakowuje prezenty dla dzieci, śliczny bobas w różowym ubranku z akcesoriami, który ucieszy 2-letnią Marysię zostaje ostatecznie umieszczony w dużej reklamówce, savage z jankesem przywieźli też nadprogramowe kocyki z polaru, słodycze i pluszaki do przytulania. Nastroje wesołe i pogodne, choć tak naprawdę nie wiemy, czego dokładnie się spodziewać. Niecałe 10 minut później dojeżdżają pozostali Mikołaje: Adi z Gosią i Marcinkiem w ogromnym białośnieżnym wozie z łóżkiem, dwoma telewizorami i innymi prezentami na pokładzie oraz Ina z Karoliną,która będzie fotografować i daniello 87. Ina energicznie wysiada z auta, podchodzi z listą, na której widnieje cała rozpiska i plan akcji, dokładnie wyjaśnia nam kogo i gdzie odwiedzimy. Każdy Mikołaj otrzymuje czerwoną czapkę, po chwili odkrywamy, że naszyte na nich zielone choineczki co jakiś czas świecą. Pada deszcz,w pośpiechu sprawdzamy czy wszystko jest, łyżwy, rolki, mp3, prostownice i suszarka do włosów. lalki, samochodziki, paczki żywnościowe, proszki.... jeszcze 15 czekolad opakowanych w imitację banknotów dolarowych, każda z kolekcjonerską dwuzłotówką Pekin 2008 w środku oraz 15 świeczuszek w kształcie mikołajów przywiezionych pół godziny wcześniej przez Hawkwind'a, jego żonę i synka. Jest nas 14 osób dorosłych + dwoje małych dzieci, czyli Weronisia i Marcinek.
Składamy wizytę trzem rodzinom, kolejarz zostaje wybrany na przewodnika, jako że udajemy się w okolice ulicy Kartuskiej, a on bardzo dobrze zna te rejony. Wsiadamy do samochodów i ruszamy zwartą kolumną sześciu aut, którą zamyka Adi z rodzinką, śmiejemy się, że to dobrze, bo jako największy gabarytowo jest najbardziej widoczny i łatwo się zorientować czy wszyscy zdążyli przejechać na zielonym. Szukamy pierwszego adresu, myśląc równocześnie o jak najlepszej możliwości zaparkowania autek. Znajdujemy dom i zaczynamy wypakowywać siebie i prezenty z aut. Ina recytuje rzeczy z listy, każdy Mikołaj jest zajęty i coś niesie - nasza pierwsza rodzina liczy ośmioro dzieci, w tym czworo niepełnosprawnych. Przekraczamy próg mieszkania, wita nas groźne szczekanie psa zamkniętego w innym pomieszczeniu. Nieśmiało pytamy czy możemy wejść - mama dzieci zaprasza nas do pokoju dziecięcego, piątka dzieci to jeszcze maluchy, trójka w wieku szkolnym. Nieco skrępowani naszą liczebnością wchodzimy dalej, wszyscy. Ina wychodzi na środek pokoju, wywołuje dzieci po imieniu pytając co chciały dostać od mikołaja. Marysia lalę, którą od razu rozpakowują z Iną, mały Radek ostrzyżony na jeżyka, siedzący na kolanach u starszej siostry uśmiecha się jeszcze szerzej na widok dużego tira. Siostra ostrożnie zsadza go na dywan - mimo paraliżu chłopczyk radzi sobie zadziwiająco dobrze i małymi rączkami rozpakowuje samochód wespół z Iną oraz Marcinkiem, który bardzo chętnie przy tym asystuje. Ina po kolei wręcza dzieciom wymarzone prezenty, a my kładziemy jedna obok drugiej paczki z żywnością, pieluchy... Gosia podchodzi do dziewczynki leżącej w łóżeczku, głaszcze ją po główce i mówi - Ja też mam takie samo imię jak Ty, wiesz? - kładąc obok upominek, który dziewczynka ogląda z lekką rezerwą i nieśmiałym uśmiechem. Pytamy jak ma na imię jamniczkowata drobinka, którą trzyma na rękach Adi, dzieci wyjaśniają, że Czoko i że ma przyszywaną mamę, którą okazuje się być głośno szczekający nam na powitanie owczarek niemiecki. Wychodzimy żartując i przekomarzając się, kto zabiera ze sobą szczeniaka.
Tuż przed odjazdem Ina podaje nam adres drugiej rodziny - nie mamy daleko. Wyjeżdżamy z podporządkowanej czekając na dostateczną ilość miejsca, żeby wszyscy zdążyli, w takim samym jak poprzednio szyku. Adi wyjechał? Tak. Dodajemy gazu. Jedziemy wąskimi uliczkami po kostce brukowej, szukamy tabliczek z numerami kolejnych mijanych domów. Jest. Parkujemy w rządku, jeden za drugim, kolejarz podjeżdża do przodu minimalnie zastawiając wejście, ale za to Womer mieści się swoją Białą Wołgą. Od razu orientujemy się, że jesteśmy wyczekiwani - wyglądają nas w oknie mama z dwójką dzieci w wieku szkolnym. Arni z Jaroszem szybko chowają się z telewizorem w klatce - my jeszcze trochę marudzimy na deszczu zbierając podarunki. Wchodzimy do maleńkiego jak łupinka orzeszka mieszkanka i gromadzimy się w pokoiku - wszyscy, tak jak poprzednio. Ina wyczytuje prezenty z listy - chwilowa konsternacja - pomyliliśmy upominki - część Mikołajów ze śmiechem wraca do aut, by dokonać zamiany. Dziewczynka dostaje suszarkę i prostownicę do włosów, na prośbę Iny podłącza je do kontaktu sprawdzając czy działają. Chłopiec - rolki i łyżwy, na widok których wydaje z siebie autentyczny jęk niekłamanego zachwytu - Wow, ale super! Opowiada nam, że będzie jeździć po lodowisku koło Cricolandu, tym samym, koło którego sie spotkaliśmy. Doti daje do przymierzenia 2 kurtki dziewczynce - jedna pasuje świetnie, więc zostaje. W mikroskopijnej kuchence kładziemy paczki z jedzeniem.
Do trzeciej rodziny docieramy chwilę później - ulica ta sama, aczkolwiek mamy mały problem ze znalezieniem własciwego numeru. W końcu znajdujemy właściwą drogę, zostawiamy Hondy w rządku, a sami wchodzimy pod górkę w nieoświetlony, nieco błotnisty zaułek - Adi podjeżdża do końca - łatwiej będzie wnieść łóżko - a przy tym oświetla nam drogę silnym strumieniem światła, jakie płynie z halogenów. Na powitanie wychodzi nam mama piątki dzieci - Adi parkuje pod samym domem - a my ostrożnie przechodzimy przez podwórko. Wchodzimy przez wąski korytarz do niskiego budyneczku, tłocząc się w przejściowym pomieszczeniu, które służy za kuchnię. Na stole siedzi malutka dziewczyneczka ze smoczkiem w buzi i sięgającej kolan spódniczce z falbankami. Dostaje siusiającą lalę z akcesoriami, dwóch chlopców wyglądających spod matczynego ramienia samochodziki. Starsza dziewczynka prostownicę do włosów, a najstarszy chlopak coś związanego z motoryzacją, czyli mp3

Ina stwierdza, że przyda mu się kiedyś do samochodu. Obok malucha na stole lądują kolejne paczki z jedzeniem, wnosimy telewizor i łóżko.
Wracamy do Hond, Adi wycofuje nie-Hondą

Zbieramy się na chwilę przed odjazdem, na każdej twarzy widać uśmiech - Ina dziękuje nam za pomoc i rozdają z Karoliną misie voodoo, Adi obiecuje jak najszybciej wrzucić fotki na stronę, grozimy że w razie niespełnienia obietnicy miś zostanie użyty, zaśmiewamy się, że może jednak nie, żeby uniknąć ewentualnego zablokowania konta na forum, Gosia puszcza oko, że odblokuje.
Rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę. Każdy z wyjatkową dozą niecodziennych doświadczeń w sercu.